Jak feniks z popiołów – Glashütte cz. 2
Zakończenie I wojny światowej nie przyniosło wyczekiwanego pokoju i stabilizacji, lecz doprowadziło do kolejnej wojny. Poza ogromnymi stratami, zmienił się też ustrój państwa: Cesarstwo Niemieckie zastąpiła republika związkowa. Pierwsze lata stały pod znakiem kryzysu, na który wpływ miały walczyła z bezpośrednimi skutkami wojny, tj. reparacjami wojennymi ustalonymi w traktacie wersalskim (państwo musiało wypłacić aliantom odszkodowanie w wysokości 6,6 mld. funtów) oraz hiperinflacją. Poza tym, Niemcy straciły około 13 procent swojego terytorium.
W tej skomplikowanej sytuacji nikt nie myślał o produkcji zegarków, dlatego w 1926 r. aż 85 procent mieszkańców Glashütte było bez pracy.
Kolejny rok też był wyjątkowo trudny dla tego regionu, ponieważ w wyniku powodzi wiele osób straciło życie i częściowo zniszczone zostały niektóre manufaktury. Kiedy udało się je odbudować, w 1929 r. nadszedł wielki kryzys gospodarczy, który wiele firm doprowadził na skraj bankructwa. Jedną z marek, która nie przetrwała tzw. Wielkiej Depresji był Union (ogłosił bankructwo w 1933 r.).
Po wybuchu II wojny światowej, firmy, które działały w Glashütte musiały przestawić swoją produkcję na przemysł zbrojeniowy. I tak, UROFA/UFAG wytwarzały dla Luftwaffe zegarki pod marką Tutima (ze stoperem z powracającą wskazówką) – ten typ czasomierza będzie po wojnie flagowym modelem tej marki. Jednym z najbardziej znanych produktów tamtych czasów był tzw. zegarek obserwacyjny („Beobachtungsuhr” lub w skrócie: „B-Uhr”), które służyły jako instrumenty nawigacyjne dla sił powietrznych III Rzeszy. Te specyficzne modele były wykonywane zgodnie ze specyfikacją dostarczoną przez Ministerstwo Lotnictwa Rzeszy i ze względu na wymóg doskonałej czytelności wskazań, musiały mieć duże koperty o średnicy 55 mm.
…
Pełny artykuł znajdziesz w wydaniu Chronos Magazyn 2/2025.



