Skacząca godzina — Cyfrowa mechanika
Rezygnacja ze wskazówki godzinowej to dla projektantów szansa na wykazanie się kreatywnością. Tarcza może być minimalistyczna albo wręcz przeciwnie: zawierać wiele wyrafinowanych detali. Oto nowa tendencja: zegarki ze skaczącą godziną.
Ten typ zegarków nie jest współczesnym wymysłem, ponieważ pierwsze modele z cyfrowymi wskazaniami trafiły na rynek niedługo po zakończeniu I wojny światowej. To był czas, kiedy mężczyźni zaczęli nosić zegarki naręczne. Wcześniej traktowali je jako domenę kobiet i uważali za „niemęską” biżuterię (za „męskie” uchodziły tylko zegarki kieszonkowe). Przekonali się do nich dopiero, gdy czasomierze naręczne sprawdziły się podczas działań wojennych (w okopach nie było czasu na wyjmowanie zegarka kieszonkowego, dlatego zegarek powędrował na nadgarstek).
Udokumentowane projekty zegarków ze wskazaniami cyfrowymi pochodzą z lat 20. XX w. Jedną z pierwszych marek, która wypuściła na rynek czasomierz tego typu był Audemars Piguet. W 1921 r. firma pokazała model ze skaczącą godziną, centralną wskazówką minutową oraz małym sekundnikiem. Ale chyba najbardziej znanym projektem z tamtego czasu był cyfrowy wariant modelu Tank marki Cartier, którego premiera odbyła się w 1928 r. Zegarek nazywał się Tank à Guichets (w języku francuskim, słowo „guichets” oznacza „okienka”) i miał zabudowaną, prostokątną kopertę z koronką na godz. 12. Tank à Guichets był pozbawiony tradycyjnej tarczy – tę funkcję pełniły dwa otwory: w znajdującym się w górnej części, kwadratowym oknie można było odczytać wskazania skaczącej godziny, a w umieszczonym dużo niżej, większym oknie o półokrągłym kształcie – przesuwających się wskazań minut.
…
Pełny artykuł znajdziesz w wydaniu Chronos Magazyn 1/2026.




